Kryzys Kerczeński

Wydarzenia z 25 listopada 2018 roku odbiły się szerokim echem w świecie. Trzy ukraińskie okręty zostały zatrzymane przez Straż Przybrzeżną Federacji Rosyjskiej. Miało to miejsce w wąskim przesmyku łączącym Morze Azowskie z Morzem Kerczeńskim – w Cieśninie Kerczeńskiej. W ciągu kilkugodzinnych zmagań, Rosjanie starali się fizycznie uniemożliwić Ukraińcom kontynuowanie rejsu. W końcu staranowali ukraiński holownik, uszkadzając go, a następnie doszło do wymiany ognia, w której ucierpiały kolejne ukraińskie jednostki. Pozwoliło to siłom Federalnej Służbie Bezpieczeństwa przejąć je.

Choć ten incydent wywołał falę medialnego oburzenia, w rzeczywistości jest on jedynie konsekwencją eskalacji konfliktu, trwającego od 2014 roku. Można więc z przykrością stwierdzić, że dużo się w tej kwestii nie zmieniło, ponieważ na froncie donieckim codziennie giną ludzie. Dodatkowo obecna sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana, z powodu niejasnego prawa określającego żeglugę przez cieśninę.
Rosyjskie kroki w postaci aneksji Krymu oraz budowy mostu przez Cieśninę Kerczeńską odcięły porty Berdiańsku i Mariupolu. Naraziło to gospodarkę Ukrainy na ogromne straty. Oba miasta są węzłami wymian handlowych oraz ważnymi ośrodkami przemysłowymi.  Przejście miedzy filarami mostu jest możliwe tylko w jednym punkcie, w dodatku most jest za niski dla największych statków. Spowodowało to spadek transportu rzędu 25%.

W marcu 2018 roku rosyjski statek rybacki został zatrzymany przez ukraińskie motorówki patrolowe. Doprowadziło do odwetu w postaci zatrzymywania przez okręty Rosji kutrów ukraińskich, a od czasu ukończenia budowy mostu, także statków pływających pod międzynarodowymi banderami.  Niektóre z nich stały po kilka dni na kotwicy, czasem je zawracano. Powodowało to oczywiście duże straty, podczas gdy sprzeciwy Ukrainy na arenie międzynarodowej nic nie dawały. Z tego powodu, rząd w Kijowie zaczął siłą egzekwować przysługujące im prawo do przepływu. Tak więc we wrześniu 2018 roku jednostki ukraińskie zaskoczyły Rosjan i przepłynęły przez Cieśninę. Mimo wsparcia lotniczego, Straż Przybrzeżna Federacji Rosyjskiej nie była w stanie zatrzymać ogromnego „Donbasu” (5500 ton wyporności).

25 listopada br. Rosjanie byli czujni i zablokowali cieśninę przez ustawiony poprzecznie tankowiec. Oprócz tego wysłane zostało pięć okrętów, śmigłowce bojowe oraz samoloty. Po unieruchomieniu Ukraińców, wzięto ich do niewoli przez jednostkę komandosów Specnazu. Z powodu tej operacji ruch morski został zablokowany w rejonie na kilka godzin.

Od rozpoczęcia agresji Kremla, obie strony nie raz strzelały do siebie, ale teraz, po raz pierwszy, jawnie pod swoimi flagami. Rząd Ukrainy podjął decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego, natomiast ONZ zwołało specjalne posiedzenie. Powodów dla których Federacja Rosyjska mogła pozwolić sobie na tak radykalny krok jest kilka. Pewne jest, że nie obawiają się żadnych konsekwencji, nowe sankcje gospodarcze nie są im groźne, natomiast budowa gazociągów trwa w najlepsze. Poza tym należy wykluczyć interwencję NATO, a flota Ukraińska bez wsparcia innych państw nie ma szans w konfrontacji z potężną Flotą Czarnomorską.

Ukraina może jedynie próbować walczyć na drodze prawnej, ale tu pojawia się kolejny problem w postaci niejasnego prawa. Powoduje to, że wina Rosjan będzie trudna do udowodnienia. Traktat o Morzu Azowskim pozwala obu stronom zatrzymywać i kontrolować dowolne jednostki na terenie akwenu. Jednak Ukraina nie dysponuje środkami zdolnymi do dokonywania inspekcji rosyjskich statków. Należy pamiętać że w chwili aneksji Krymu, wiele statków ukraińskich przeszło wraz z załogami na stronę Rosji,  co dodatkowo uszczupliło Marynarkę Wojenną Ukrainy. Z tego powodu trudno sobie wyobrazić by doszło do otwartego konfliktu. Ukraina nie jest do tego przygotowana, a Rosji jest to obojętne, ponieważ już teraz osiąga wszystkie zamierzone cele. Obie strony mogą jednak dochodzić swoich racji na forum dyplomatycznym. Niestety prawo międzynarodowe nie znajduje zastosowania w sytuacji sporu między mocarstwem, a słabym państwem. Państwo które nie posiada realnych, samodzielnych środków obrony suwerenności, nie może jedynie liczyć na siłę wadliwego prawa. Doprowadza to do sytuacji, w której silniejszy ma zawsze racje.

Marcin Ligęza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *